Wstajemy i wszystko jest cudowne: wschód słońca wynużającego się znad himalajskich szczytów, widok z naszego okna na ulicę, gdzie można fantastycznie obserwować ludzi oraz małpy, których jest tu bardzo dużo. Są bardzo sprytne, wskakują na hotelowe tarasy - wyobrażam sobie, jakie musi być zdziwienie turysty, któremu taka małpka wejdzie nagle do pokoju :). Na wszelki wypadek zamykamy okna i ruszamy na podbój McLeod Ganj.
Nasz cel to Tsuglagkhang Complex czyli zespół świątyń znajdujących się nieopodal oficjalnej rezydencji XIV Dalajlamy (skromnego budynku pilnowanego przez hinduskich policjantów).
W kaplicy centralnej znajduje się wielki posąg Buddy, wszędzie można spotkać medytujących mnichów. Panuje tu nastrój skupienia, ale czuje się też coś szalenie pozytywnego, jak zresztą praktycznie w całym mieście. Do niedawna była możliwość odbycia audiencji u Dalajlamy - teraz z powodów zdrowotnych, nie przyjmuje on już tak wielu gości i na audiencję czeka się całymi tygodniami - jak głosi oficjalny komunikat wywieszony przy wejściu do budynku.
Odwiedzamy małe, ale bardzo sugestywne w przekazie Tibetan Museum. W prosty sposób (głównie zdjęcia i komentarze do nich, ale także film dokumentalny) ukazuje przerażającą historię inwazji chińskiej na Tybet w 1949 roku i jej konsekwencje: ponad milion ofiar, represje wobec każdego, kto odważył się przejść przez ulicę Lhasy z flagą Tybetu czy ze zdjęciem Dalajlamy, masowe uchodzenie Tybetańczyków do Nepalu i Indi... Wizyta w tym miejscu porusza i zmusza do odrobiny refleksji. Zachęca też do zainteresowania się tematem głębiej.
Rzucamy się w wir zakupów - dopiero tu możemy sobie na nie spokojnie pozwolić bez obawy, że za chwilę obstąpi nas grupa sprzedawców wszelakich dóbr albo że jak już raz wejdziemy do sklepu, trudno nam będzie z niego wyjść. Wszyscy są tu spokojniejsi. Wiele sklepów jest prowadzonych przez uchodźców z Tybetu. Sprzedają biżuterię, instrumenty muzyczne (w tym meditation ball zwaną też singing ball, czyli żelazną misę, którą należy powoli w niezmienionym tempie pocierac dookoła krawędzi za pomocą drewnianej pałeczki pokrytej z jednej strony materiałem i wydaje przenikliwy wysoki niepokojący dźwięk).
Zwraca naszą uwagę nie tylko zupełnie inne zachowanie sprzedawców (w tym także Hindusów), ale również ich dobra znajomość angielskiego, niespotykana nigdzie indziej przez nas w Indiach. Pytamy przesympatycznego, młodego Hindusa, jednego ze sprzedawców, w czym tkwi sekret. Dumnie odpowiedział, że to dlatego, że tutaj wszyscy są z Kaszmiru:). Oczywiście on także reprezentował ten region. Zostaliśmy u niego chyba z godzinkę, w trakcie której zdołał nas (przynajmniej mnie) całkowicie zafascynować pięknem kaszmirskiej ziemi, rejonem, który według niego niegdyś był, ale obecnie nie jest niebezpieczny dla turystów. Na co dzień chłopak jest przewodnikiem, prowadzi trekkingi górskie i wodne w swoim regionie. Pokazywał nam nawet album ze zdjęciami z takich wypraw. Porwał mnie całkowicie swoją opowieścią, wzięłam od niego wizytówkę i po raz pierwszy pomyślałam, że mam tu po co wrócić!
Mieliśmy też czas na różnorodne doświadczenia kulinarne. Po wczorajszej kuchni włoskiej, dziś przyszedł czas na bliższą kulturowo i geograficznie chińszczyznę. Polecamy w tym względzie restaurację McLlo przy bus standzie, ulubione miejsce turystów oraz jak głosi afisz na ścianie miejsce wybrane także przez Pierce'a Brosnan'a. Można tu także skorzystać z promocji: "Kup 2 piwa Okocim Palone a otrzymasz trzecie gratis!" :). Czyżby europejski chmiel nie schodził tu aż tak dobrze? :).
Być może jestem profanką, ale chińszczyzna smakuje mi bardziej w Polsce, chociaż tej tutaj też niczego nie brakowało.
Mieliśmy z resztą mały dylemat moralny - jeść chińszczyznę czy nie? W mieście będącym azylem dla wielu Tybetańczyków i samego Dalajlamy tablice na ulicach nawołują do bojkotowania produktów chińskich. Doszliśmy jednak do wniosku, że konsumując owoce chińskiej kultury kulinarnej, nie wspieramy rządu ChRL, tak jakbyśmy to czynili kupując chiński mp3 player. Nie do końca jednak mam pewność, czy słusznie rozumuję, czy taki tok myślenia towarzyszy także twórcom tego przesłania. Nasuwa się przy okazji dodatkowa refleksja: jak, nawet przy szczerych chęciach, zbojkotować chińskie produkty przy ich obecnym zalewie na wielu rynkach, o czym nawet do końca nie wiemy?
Wieczorem w tej samej restauracji (wbrew pozorom w McLeod wieczorową porą jest niewielki wybór miejsc "jadalnych") wypróbowaliśmy kuchnię tybetańską. Pierożki momo z warzywami absolutnie polecamy.
Odwiedziliśmy także mało uczęszczaną (a szkoda) Jungle Hut, pięknie usytuowaną knajpkę w klimacie afrykańskim, skąd można podziwiać zachód słońca, miasto i panoramę himalajską. Chata znajduje się około 10 minut od centrum, na drodze do Baghsu. Właśnie odległość od centrum nie zachęca turystów do odwiedzania chatki, a naprawdę warto.
Przyjemność sprawiła nam także wizyta w Korean Caffee "Ri :]" (Ri:] oznacza góra), malutkiej, domowej knajpeczce, gdzie do dyspozycji gości jest wiele książek w języku gospodarzy, ale także liczne edycje LonelyPlanet, nie tylko po Indiach.
Dzień był fantastyczny. Prawie zapomnieliśmy już nawet o porannym wydarzeniu, kiedy to znów daliśmy się złapać na hinduskiego tricka. Młoda żebraczka z dzieckiem poprosiła nas o wsparcie, ale nie w postaci pieniędzy, lecz jedzenia dla dziecka. Zaprowadziła nas do sklepu, gdzie zażyczyła sobie towarów za 850 rupii. Już czuliśmy, że to podstęp, ale nie umieliśmy tak po prostu wyjść (Cialdini, specjalista od technik wywierania wpływu na ludzi, byłby dumny z żebraczki), więc zaczęlismy odkladac kolejne towary, mówiąc, ze mozemy jej kupić tylko jedną rzecz. I tym sposobem wydalismy 180 rupii na głupie platki Nestle. Zebraczka zyje zapewne za taka kwote przez tydzien, platki za chwile po prostu wrociły do sklepu na polke, a ona dostała pewnie 10 rupii od sklepu za udana akcje. Aż mam wątpliwości, czy powinniśmy się przyznawać do tego aktu naiwności z naszej strony:).
(Monika)
czwartek, 15 listopada 2007
15 listopada - Dharamshala / McLeod Ganj
Autor:
Rafał
o
16:18
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz