czwartek, 15 listopada 2007

12 listopada - w domu u rodziców Anity

Rano po śniadanku ruszamy nad rzekę i zamierzamy tam spędzić cały dzień. Towarzyszy nam bęben, przewodnik Lonely Planet i oczywiście nieodłączny Paven. Rozkładamy się na głazie, w malowniczym otoczeniu i relaksujemy się na słońcu. Jestem nadal w moim hinduskim stroju i czuję się z tym dobrze :).

Po jakimś czasie bez słowa dosiadają się do nas dwaj miejscowi uczniowie wracający ze szkoły (jakoś tak w wieku 16 lat), przyglądają nam się bez skrępowania i bez cienia uśmiechu, pokazują nam w milczeniu książkę do angielskiego, po czym po jakichś 20 minutach oddalają się :). Potem na skale wyżej zasiada trzech mieszkańców wioski i patrzy także. Oddalają się również. Poza tym nikt i nic nie zakłóca nam spokoju. Nawet to, że Paven rozbiera się do naga i kąpie się w rzece, a potem chowa się za głazem i udaje, że go nie ma.

Po południu ruszamy na wycieczkę do sąsiedniej wioski, gdzie ojciec rodziny ma trzy sklepy z różnościami. Dokonujemy tam uroczystych zakupów, zaglądamy też do innych sklepików. Zakupy w małej wiosce, gdzie turyści przybywają w śladowych ilościach, albo i wcale, są wielką przyjemnością. Pomijając, że podane nam ceny były zgodne z tymi wydrukowanymi na opakowaniach, nie wykształciła się tu profesja naciągacza, tak popularna w Rajastanie. Było po prostu miło i zwyczajnie.

Wieczór zapowiadał się hucznym i taki był. 6-letnia bratanica Anity miała tego dnia urodziny.
Ze względu na nas, Widżej zaprosił całą dalszą i bliższą rodzinę oraz pół wioski. Był tort, balony, tradycjne śpiewy kobiet (w ramach rewanżu odśpiewaliśmy także kika piosenek polskich), tańce (także przy muzyce mechanicznej). Wielki aplauz wywołał nasz taniec (klasyczny dyskotekowy melanż w parze z obrotami :). Gospodarz raz po raz do nas podchodził i pytał, czy teraz mają być śpiewy czy tańce, czy podoba nam się jego rodzina i czy przyjedziemy tu, żeby wziąć tu ślub i mieć wesele :). Traktowano nas jak gości honorowych, aż w końcu zorientowalismy sie, ze wszyscy czekają az nam sie zachce spac, bo sami juz byli zmeczeni. Szybko wiec podziekowalismy i odprowadzani licznymi podziekowaniami i pozdrowieniami udalismy sie do naszego pokoju... Wszak byla juz godzina 23:00, o tej porze juz zazwyczaj tu śpimy :).

Brak komentarzy: