czwartek, 15 listopada 2007

7 listopada - Agra - Taj Mahal i podróż do Delhi

Pobudka o 5 rano. Wraz z Widżejem i wynajętym przez niego przewodnikiem jedziemy do Taj Mahal, żeby obejrzec to sanktuarium miłości o wschodzie słońca. Dzięki temu unikamy tez dzikich tłumów odwiedzających to miejsce codziennie. I tak było duzo ludzi, ale o wiele mniej niz za dnia.

Taj Mahal jest cudowny. Z racji jego sławy, spodziewaliśmy się przereklamowanego, kiczowatego miejsca. Tymczasem zobaczyliśmy senny, spowity jeszcze nieco w resztkach bladego świtu imponujący, znany nam z setek zdjęć, piękny pałac. Z chwili na chwilę słońce było coraz wyżej, kolory wysycały się, ale i tak zapamiętamy to miejsce jakby przesłonięte lekką mgłą.

Dobry przewodnik w Taj Mahal to podstawa. Nasz był pasjonatem tego miejsca, opowiedział i pokazał nam mnóstwo szczegółow, między innymi jeden z najważniejszych elementów tego miejsca: zdobienie ścian techniką pietra dura (pietre dure?), czyli wykrawanie małych, cienkich elementów z kolorowych kamieni i precyzyjne naklejanie ich na ścianę, co tworzy np. motyw kwiatowy (każdy płatek, łodyzka i listek to oddzielny kawałek kamienia). Technika ta jest przekazywana w rodzinach Agry z pokolenia na pokolenie i oto potomkowie XVII- wiecznych twórców tych zdobień w każdy piątek, kiedy Taj Mahal jest zamknięty dla turystów, siedzą i mozolnie restaurują lub uzupełniają kamyk po kamyku.

Ta piękna tradycja znalazła tez oczywiscie swoje zastosowanie w przemyśle turystycznym: po opuszczeniu Taj, nasz przewodnik przywiódł nas do jednego z licznych warsztato-sklepików, gdzie po pokazie zdobienia techniką pietra dura na zywo, usiłowano nam sprzedać produkowane tam wyroby. Po porannej uczcie dla ducha ten nagły powrót do realiów hinduskich lekko nas wybił z rytmu.

Ruszamy do Delhi, jakieś 4-5 godzin. W centrum około 19:00 fatalny korek i smog, który nie pozwala oddychać. Przechwytujemy szwagra Widżeja, który towarzyszy nam w dalszej całonocnej drodze na północ. I zaczynamy drugą część naszej podrózy!

Brak komentarzy: