Wstalismy rano i nieco spoznieni poszlismy na parking, gdzie mial czekac nasz kierowca. Okazalo sie ze nie ma ani kierowcy, ani samochodu a na pytanie "gdzie jest Widzej?", stojacy w poblizu pracownicy podali dwie rozne wersje lub mowili "Yes sir":). Byc moze gdyby zapytac ich "Czy porwali go kosmici?", otrzymalibysmy podobna odpowiedz.
Udalo nam sie jednak dowiedziec, ze bedzie za pol godziny wiec postanowilismy wykorzystac ostatnie minuty na zdjecia i kapiel w basenie. W ten cieply poranek kapiel byla bardzo orzezwiajaca. Stojac na dachu eleganckiego hotelu zobaczylismy kilkanascie metrow dalej prywatne domy. Przy jednym z nich zobaczylismy skrajnie biedna rodzine - matke zajmujaca sie drobnymi pracami wokol domu oraz biegajace nago, brudne male dzieci. Duzy kontrast.
Mandawa. Urocze, niewielkie miasto, znane przede wszystkim z haveli - dawnych domów kupieckich zbudowanych około lat temu. Haveli oznacza wietrzny dom, czyli dom z wewnętrznym dziedzińcem, na którym koncentrowało się w dużej mierze życie rodziny. Haveli w Mandawie są pięknie ozdobione malowidłami ściennymi nawiązującymi zarówno do życia hinduskich bogów, jak i do kamasutry, ale można tam znaleźć także motywy takie jak rower, samolot czy pociąg (te pochodzą z początku XX wieku).
Widżej polecił nam przewodnika - rezolutnego młodzieńca, który oprowadził nas po mieście i sporo o nim opowiedział. Haveli są często puste, inne pilnowane przez wynajętych strózów, inne często są niedostępne dla turystów, ponieważ mieszkają tam ludzie. Przewodnik zaprowadził nas jednak do takiego haveli, w którym do dzisiaj żyją potomkowie jego pierwotnych właścicieli. Ojciec rodziny podjął nas z honorami, poczęstował herbatką (obowiązkowo massala tea, inaczej indian tea czyli herbata z mlekiem, imbirem i domieszką przypraw, o których Hindusi mówią po prostu massala), a następnie usiłował nam sprzedać materiał na sari, figurkę wielbłąda etc. :)
W Mandawie zwiedziliśmy także Mandawa Castle, dawny zamek zaadaptowany na elegancki hotel wypełniony białasami, co nie przeszkadzało nam jednak w wejściu do środka i szybkim zwiedzeniu wnętrz.
Zwiedzanie Mandawy zakończyło się oczywiście wizytą w sklepie z tekstyliami starszego brata naszego przewodnika. Prezentacja towarów była poprowadzona w dość oryginalny i dowcipny sposób. Najpierw pokazano nam kilkanaście wzorów materiałów (obrusy, kapy, poszewki na kołdry) a potem mieliśmy je klasyfikować według kategorii: Indie - ładne, Kaszmir - średnie, Pakistan - brzydkie :). Jeden z najbardziej sympatycznych sposobów na stworzenie miłej atmosfery w trakcie próby sprzedania czegokolwiek białemu turyście. Odmowilismy jednak mówiąc wprost, że ceny sa dla nas zbyt wysokie (5 - 8 000 rupii za jedną sztukę) i że nie jest dla nas priorytetem taki zakup. Miło nam się zrobiło, kiedy w odpowiedzi brat podziękował nam za szczerość i nie nagabywał więcej. W odpowiedzi skusilismy sie na 6 poszewek na poduszki i
ruszyliśmy dalej z poczuciem (może złudnym), że kupiliśmy to co chcieliśmy i nikt nas do tego nie zmusił! :)
Krajobraz i klimat pustynny, temperatura około 40 stopni.
W Bikanerze Widżej proponuje hotel, tym razem jednak nam kompletnie nie odpowiada przez swoją ponurą atmosferę i lokalizację na niezbyt sympatycznym obrzeżu miasta. Prosimy, aby zawiózł nas do Haraser Haveli - znałam ten hotel z internetu a poza tym wybierał się tam też ze swoimi turystami Pradib, czyli ów ześwirowany kierowca z poprzedniej upojnej nocy w Jhunjhunu, a jakoś nie mieliśmy wątpliwości, że on akurat zawiezie swoich tuystów do dobrego hotelu. I nie pomyliliśmy się. Po obejrzeniu 2 pokoi za 1500 i 1200 rupii trafiamy na pokój za 600 rupii o niewiele gorszym standardzie. Był to jeden z lepszych hoteli, jakie było nam dane zwiedzić w czasie naszej podróży. Bardzo popularny wśród turystów. Przypominał wprawdzie trochę egipski kurort, ale do tego profesjonalna obsługa, ciepła woda ! :) i czysto. No i słynna restauracja na dachu z panoramą miasta lekko przysłoniętą wszechobecnym smogiem.
piątek, 2 listopada 2007
29 pazdziernika - Jhunjhunu - Mandawa - Bikaner
Autor:
Rafał
o
17:13
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz